Link do fanpage "Tradycyjna Polska Wieś" Proszowickiej Fundacji im. Franciszka Śmiecha
Link do kanału na youtube Prezesa Gospodarza "Tradycyjnej Polskiej Wsi" Fundacji im. Franciszka Śmiecha, Stanisław Śmiecha

Kontakt z nami

Statut fundacji

Aktualności

Stanisław i Katarzyna Śmiechowie

A.D 2020

Informacje finansowe

Chcę pomóc

 

"TRADYCYJNA

POLSKA WIEŚ"

Fundacja im. Franciszka Śmiecha

 

 

KRS: 0000889765

 

NIP: 5681627581

 

REGON: 388448820

 

Numer Konta: 58 1020 3453 0000 8502 0324 6170

Fundację tę dedykuje pamięci moim dziadkom- Franciszkowi Śmiechowi i Tadeuszowi Rudziowi. 

Niech pamięć o ich pokoleniu, pokoleniu ich rodziców i dziadków trwa w naszem narodzie jak najdłużej.

Niechaj w zapomnienie nie pójdą obyczaje, tradycje, gwara, stroje i tańce. 

Dopóki pamiętamy o nich, dopóty żyć będą...

 

Franciszek Jan Śmiech

 

        Mój dziadek, patron naszej Fundacji, urodził się 13-go czerwca 1943 roku na Woli Justowskiej (od 1941 roku część miasta Krakowa), jednakże w metryce jako miejsce urodzenia wpisano Olszanice- podkrakowską wieś, która to od 1973 roku wchodzi w skład miasta Krakowa. Powodem takiego stanu rzeczy był fakt, iż to właśnie w Olszanicy, w rodzinnym domu matki, zamieszkiwali wówczas jego rodzice- zaś na Woli Jutowskiej mieszkała akuszerka do której, gdy nadszedł czas porodu, zawieziono moją prababkę. 

        Był pierwszym dzieckiem Franciszka z Balic (1919-1994, syn Franciszka i Jadwigi z Szymańskich), oraz Janiny Góralczyk (1920-1999, córka Józefa i Franciszki Jędrys). Dzieciństwo wraz ze swym młodszym o 4 lata bratem Stanisławem i kuzynami od strony matki spędził w Olszanicy, w domu jego dziadka- Józefa Góralczyka; w domu, który stał na gruncie gdzie przodkowie jego matki oraz ich krewni rodzili się, żyli i umierali od co najmniej końca XVI wieku. Powierzchnia tegoż gruntu przetrwała setki lat w niezmienionym kształcie aż do lat 30-tych XX-go wieku, kiedy to siostra Józefa- Katarzyna Pawlikowa (1882-1954), wydzieliła zeń swój kawałek schedy, który to przypadł jej w udziale po ich ojcu- Adamie Góralczyku (1839-1914, urodzony w Mnikowie, syn Filipa i Urszuli Wróblewskiej vel Wróbel). W międzyczasie rodzina Śmiechów wynajmowała także izbę u któregoś z olszanickich sąsiadów- wszakże trudno w jednym domu żyć w kilkanaście osób....

        W latach 50-tych moi pradziadkowie przenieśli się wraz z dwojgiem dzieci do Balic, na ziemię która przypadła Franciszkowi seniorowi w spadku po jego babce- Julii Szymańskiej z Korczaków (1866-?, córka Wincentego i Katarzyny z Pierzchałów). Tam też pobudowali dom w którym mieszkali do końca życia. 

Przeprowadzka musiała mieć miejsce między rokiem 1953, a 1957- wskazują na to zachowane świadectwa szkolne mojego dziadka, tj. cenzurka z 1953 roku ukończenia trzeciej klasy Publicznej Szkoły Powszechnej w Olszanicy oraz druga z 1957 roku z Mydlinik, podpisana przez kierownika szkoły- Bronisława Madeja. Obecnie w tamtym miejscu znajduje się osiedle domków jednorodzinnych- krajobraz podkrakowskich Balic bardzo się zmienił od czasów gdy ja, jako mały chłopaka hasałem wraz z bratem, kolegą z sąsiedztwa i psem Reksem alians Bobek po balickich polach...
       W 1960 roku Franciszek rozpoczął naukę rzemiosła w Krakowie- nieopodal najpiękniejszego rynku na świecie- przy ulicy Brackiej 6 u Józefa Kubińskiego w zawodzie blacharz-instalator w specjalnościach wod.-kan.-gaz. Nauka trwała 3 lata. Świadectwo ukończenia terminu zostało podpisane z datą 20-go marca 1963 roku. W między czasie (28.I.1963-12.VI.1963) ukończył kurs przygotowawczy w Krakowie przy ulicy św. Marka 34. To właśnie w tym warsztacie przy Brackiej w ramach czynu społecznego dziadek zrobił m.in dwa rzygacze, które przyozdobiły dziedziniec królewski na Wawelu oraz koronę na globus w kamienicy "Pod Globusem" mieszczącej się na rogu ulicy Długiej z Basztową. Z opowieści dziadka dotyczących tego okresu w jego życiu wiem, że nieraz zdarzyło mu się przystanąć i pożartować z Piotrem Skrzyneckim- wielce zasłużonym dla Krakowa animatorem kultury, założycielem działającego od 1956 roku w piwnicach pałacu "Pod Baranami" kabaretu. Dziadek nieraz zagajał z nim rozmowę żartując: "Piotuuuś- idziem na dziewczyny?". Zawsze wokół Piotra Skrzyneckiego kręcił się wianuszek studentek.

       Po zakończeniu nauki został wcielony do wojska, do 1-go Pułtuskiego batalionu saperów 1-wszej Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej. W Pułtusku poznał swą przyszłą żonę- mieszkankę Popław- podpułtuskiej wsi, która w latach 30-tych ubiegłego wieku stała się częścią tegoż miasta. Popławy aż do lat 50-tych zachowały charakter wsi kurpiowskiej*. Tutaj w 1965 roku wziął ślub, tutaj też urodził się jego pierwszy i jedyny syn- Sławomir. Kilka pierwszych lat po ślubie mieszkał ze swoimi teściami Żmijewskimi na Popławach. Młode małżeństwo wraz z dzieckiem i rodzicami mojej babki dzieliło jedno izbową, drewnianą chatę z sienią i komorą. Całe domostwo miało powierzchnie raptem dwudziestu paru metrów kwadratowych. W wojsku wytatuował sobie przedramienia za co dostał kare karceru. W latach 60-tych tego typu ozdoby robiono sobie przeważnie podczas odbywania służby wojskowej lub w więzieniu. Technologia wykonywania tatuażu była inna jak dziś- trzy igły związane sznurkiem, maczane w tuszu, który ręcznie był wprowadzany pod skórę. Długi i żmudny proces, wedle słów dziadka odbywał się w tajemnicy na dachu za kominem.

       Od 4.I.1965 do 28.IX.1965 (czyli podczas odbywania służby wojskowej) szkolił się w zakresie Szk. Kwal. szereg. KTP. Dzięki temu szkoleniu mógł wykonywać zawód pożarniczy na stanowisku strażaka szeregowca. Na podstawie dokumentów, które mi po nim zostały wnioskuję, iż po zakończeniu służby wojskowej wrócił jeszcze do Balic- tezę tę wysnuwam na podstawie Świadectwa Czeladniczego z 1967 roku- w oparciu o ten dokument miał prawo używać tytułu czeladnika w rzemiośle blacharstwa. 

       W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych dziadek dostał przydział na mieszkanie w Krakowie, na parterze kamienicy przy ulicy Dietla 37. Jednakże długo tam miejsca wraz z rodziną nie zagrzał, ponieważ już w styczniu 1974 roku ze względu na zagrożenie bezpieczeństwa w dotychczas zamieszkałym lokalu dostał nakaz przeniesienia się do kamienicy obok, pod numerem 39. W tymże to właśnie mieszkaniu wychowałem się ja, mój brat oraz od 7-go roku życia nasz ojciec- który notabene również w nim zmarł.

       W 1975 roku, w Izbie Rzemieślniczej w Krakowie uzyskał dyplom mistrzowski w rzemiośle blacharstwa. W dokumentacji dotyczącej jego historii zawodowej od 1976 roku w rubryce zawód wyuczony widnieje zapis "podstawowe-dekarz-blacharz". Od 1976 roku do 1984 był zatrudniony w krakowskim PGM "Śródmieście", którego biura znajdowały się podówczas przy ulicy Dietla 64 oraz Augustiańskiej 15. Od 1984 roku ze względu na zły stan zdrowia przebywa na rencie. Nie podejmuje już pracy na pełen etat. Wedle zachowanych dokumentów wiem, iż w 1985 roku podjął jeszcze zatrudnienie w Zakładzie Budowlano Remontowym Prac Wysokościowych. Na przełomie lat 80-tych i 90-tych dorabiał sobie jeszcze w zakładzie blacharskim Feliksa Żywieckiego, którego warsztat mieścił się na parterze naszej kamienicy.

       Wielki miłośnik i hodowca gołębi ozdobnych, które hodował od dziecka. Zarówno w Olszanicy, Balicach jak i u teściów na Popławach, ale także na strychu kamienicy w Krakowie- tam trzymał zarówno stado do "gonienia" jak i dobrej klasy ptaki- maściuchy i staluchy. Drzewiej w Krakowie wiele osób hodowało gołębie- zarówno pan profesor, inteligent jak i robotnik. Drugą pasją mojego dziadka były motory- w sumie w swoim życiu miał ich kilka. Były to takie maszyny jak: Triumph STM 500 z lat 30-tych (kupił go od swojego kolegi, wyżej już wspomnianego blacharza Feliksa Żywieckiego), Simson AWO Sport, Java 350, Panonia, MZ ES 250 Trophy  nasze polskie WSK i WFM. Potrafił przez sen gwizdać i ruszać rękami jakby karmił gołębie czy też nogą wykonywać ruch ze słowami "zapalaj!". Grał również na akordeonie, gwarowo cyją bądź świnią zwanym.

       Zmarł 17-go stycznia 2018 roku w pułtuskim szpitalu. Pochowany został na cmentarzu św. Krzyża w Pułtusku. Jakże daleko od ojczystego Krakowa.... Jakże daleko od dziedzin swych przodków... Od rodzinnej chaty... Od grobów ojców i dziadów...

 

Nie martw się dziadku! Wnuk wraca na krakowską dziedzinę. Będzie gospodarzył jak Pan Bóg przykazał. Amen.